środa, 19 czerwca 2013

Od Ksawerego

- Wiesz... Chętnie Cię nauczę obrony. Lepszego nauczyciela od de mnie w tej okolicy nie znajdziesz. - oznajmiłem. - Mój mały padawanie. Podstawą jest dobra forma. Więc twoją pracą domową będzie rano zrobić sobie rundkę koło domu. Bieganie to właśnie podstawa. Wyćwiczysz formę i będziesz zwinna jak wąż. - powiedziałem do niej. - Wiesz gdzie jest hala nr. 68 na ulicy Guerra ??? Tam przyjdź jutro o 16.

(Felicia?)

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Od Felici


-Czekaj.....miał taki tatuaż na obojczyku....jeden z ludzi takiego jednego gnojka imieniem Salvadero.Znasz ?
-Kojarzę...wysoki,łysy z bliznami na twarzy ?
-Tak...A po co ci to ? -mruknęłam
-Pomyślałem....
-O nie ! Nie ma mowy !
-Ale....
-Nie lubię jak ludzie wcinają się w moje problemy....wybacz ale sama sobie dam radę....
Odwróciłam się do niego plecami.
-Muszę znaleźc kogoś kto umie dobrze walczyć - mruczałam sama do siebie
-Może ja ?
-A masz ochotę uczyć taką ciamajdę jak ja ? Bo szczerze w to wątpie....
-Uczyć ?
-Bronić się...nie to że nie umiem czy coś ale powiedźmy że jestem niedoczucona....

(?)



Od Ksawerego

- Mów mi Ksawery. Te przezwiska, Kuma i Leone, nadał mi pewien fascynujący idiota. - oznajmiłem. - Ja tam nie wnikam czemu tu przychodzisz ale lepiej uważaj za dużo tutaj pałęta się facetów jak tamten. Następnym razem bądź bardziej ostrożna. - poinformowałem ją. - Czasem zdarzają się nawet, że przychodzą tu wielkie szychy jak na przykład politycy i biznesmeni. Oczywiście ukrywają to pod maską i są otoczeni swoimi gorylami. - odparłem. - I dzięki za gratulacje. - uśmiechnąłem się.
Każdy już niemal wyszedł z hali. Westchnąłem i ponownie spojrzałem na dziewczynę.
- Dłużej tak stać nie można. Niedługo zostanie te miejsce zamknięte aż do ponownych walk. Zawsze tak jest. Nie daleko stąd jest miła knajpka, chyba najbardziej porządna w całym Tenebre. - oznajmiłem. - Prowadzi ją moja znajoma. Jeśli chcesz mogę dać Ci nóż. Będziesz czuła się bezpieczna, prawda? - wyjąłem za pasa metal. Trzymając za ostrze skierowałem rękojeść w stronę Emeraldy. - To co ty na to?

(Emerald?)

Od Sakury

Nie pasuję do tutejszych ludzi? Widać to do razu. Powoli zdjęłam kaptur i spojrzałam na niego swoimi zielonymi od soczewek oczami. Starałam się sprawiać wrażenie... Wrażenie... Jakieś wrażenie na pewno.
- Ja? A nie mogę sobię tak poprostu pospacerować? - mruknęłam.
No przepraszam bardzo, ale nie widziałam nigdzie wielkiej tabliczki z napisem "Turystom mówimy nie". W sumie nie wiem, czy jacyś turyści tu przychodzą. A jak już, to zapewnie nie wracają cali.
Chłopak dziwnie na mnie spojrzał. Pewnie troszkę chamsko zabrzmiało to z mojej strony. Albo, nie oszukujmy się, poprostu dziwnie.
- Pospacerować? Tutaj? - wydukał totalnie zdziwiony.
Fakt, palnęłam coś dziwnego. Ale pod presją oraz w dziwnych miejscach ta mam...
Odwróciłam się do niego plecami. Starałam się udawać nie-siebie. Strasznie trudno...
- Nie widziałam jakieś gigantycznej tablicy, która to zakazuje. Poza tym, nie chciałam tutaj zabawiać długo, panie Kumo - odwróciłam się do niego i spojrzałam na niego z wyniosłością. Jakby czymś mi podpadł. Ale niczym mi nie podpadł. Ech... Kto to zrozumie? - Przy okazji gratuluję wygranej walki.
Miłym trzeba być, no! A ponad połowę widziałam, to wypada pogratulować... Nawet jeśli wiesz, że ten facet może w każdej chwili cię powalić. Nawet wtedy.

<Ksawery?>

niedziela, 2 czerwca 2013

Od Ksawerego

Spojrzałem na dziewczynę.
- Nie musisz mi dziękować. Nigdy nie przepadałem za tego typu ludźmi. - oznajmiłem. - Więc Emerald, jak na moje oko to niezbyt "pasujesz" do tego miejsca. Co tutaj robisz???

(Emerald?)

Od Ksawerego

- Każdy by miał taki humor, gdyby stracił dużą sumkę. - oznajmiłem. - Co ty na to bym poprawił Ci humor ? - spytałem spoglądając w niebo. - Znasz chociaż imię tego gościa z którym się założyłaś ?

(?)

Od Drahi

Siedziałam przy oknie wpatrzona w niebo.Trzymałam w ręku notes i ołówek.
-Czemu tu nic się nie dzieje...-wyszeptałam i w jednej chwili zadzwonił telefon.
Sięgnęłam po słuchawkę.
-Drahi przy telefonie słucham...
-Wreszcie się do dzwoniłam!To ja Iness,twoja szefowa.
-Znam tylko jedną Iness.-powiedziałam z uśmiechem.
-Heh...Racja.Ale dobra słuchaj,musisz pójść do sklepu na Herrley i kupić mi te czarne buty.
-Nie wiem,czy do mnie jako pracownika należą takie obowiązki...
-Drahi!Wiesz,że nie mogę.-powiedziała szybko-Przyniesiesz mi je jutro do biura.
-Tak,ale...-jęknęłam,ale tu piiiiii....
Rozłączyła się.Wstałam włożyłam kozaki i wyszłam z domu.Ah...Ulica Blackee,niby radosna i spokojna,a jednak już cuchnie kanalią z Tenebre.
Poszłam spokojnie do sklepu...
************************************************************************
I już, tyle afery o jakieś buty?No cóż to moja szefowa.A swoją drogą czas napisać artykuł jeśli nie chcę wylecieć.A gdzie szukać ciekawostek?Tam, gdzie tylko gady przychodzą...Do Tenebre...No,ale najpierw kawka...

Od Sakury


Trzęsłam się. Tak, to było od strachu. Miałam zostać złapana przez handlarza ludzi. Nie wiem czemu, ale ruszyć się nie mogłam. Ani uciec, ani próbować się bronić. Ostatecznie zostałam uratowana przez Kumę - gościa, który powalił mego niedoszłego oprawcę "z palcem w nosie".
Starałam nie patrzeć mu w oczy. Nie lubiłam od razu nawiązywać kontaktu wzrokowego. Poza tym, tak mogę siebie łatwo zdradzić.
Imię... Jakie mam mu podać imię? Nie mogę przecież wyjawić kim jestem... Od razu moje życie ległoby w gruzach przez psychicznych ludzi, którzy może będą chcieli mnei porwać. Och, te paranoje. Chwilę zastanawiałam się nad tym, lecz w końcu wydukałam...
- Emerald. Mów mi Emerald - powiedziałam dość piskliwie. Modulacja głosu tu się jak najbardziej przydaje.
Doszła tutaj jakaś czarnowłosa kobieta. Była zła z jakiegoś powodu. Chwila, przegrała zakład? Hazardzistka? O Boże, w co ja się dziś wpakowałam? Dlaczego akurat dzisiaj musiało mnie coś takiego spotkać? Chwila, wypadałoby podziękować.
- Dziękuję za pomoc. Gdyby nie ty, pewnie byłabym już przeliczana na pieniądze... - powiedziałam cicho.
Nadal nie rozumiem siebie. Dlaczego tu przychodzę? Przecież nienawidzę tej dzielnicy. Nienawidzę tych walk. Tęsknię za bratem... Może to jest ten powód, dla którego tu przychodzę?
Westchnęłam cicho. Liczyłam trochę na to, że mnie ten gościu i ta kobita nie rozpoznają. Bo wtedy mam, prosto mówiąc, przerypane.

Od Felici

-Akurat też postawiłam na ciebie i wygrałam ale jakiś gnojek zabrał kasę i zwiał.
-To dlatego jesteś taka wkurzona ?
-Masz pojęcie ile kasy stracił ?! - krzyknęłam na niego ale zaraz się uspokoiłam - Przepraszam ale dzisiaj nie mam humoru...

(?)



sobota, 1 czerwca 2013

Od Ksawerego

- Niech zgadnę. Założyłaś się z kimś, a ten iż to ty wygrałaś i tak Ci nie dał pieniędzy ? - spytałem.
- Skąd wiesz ?
Westchnąłem. - To standard. Nie chciał zapewne pokazać, że przegrał. Często się to zdarza. - oznajmiłem. - Ale czasem są także osoby, które nawet jeśli przegrają to i tak dają np. Ururu moja koleżanka po fachu. - ale po zastanowieniu się powiedziałem. - Ale ona cały czas wygrywa bo stawia na mnie. Heh. - uśmiechnąłem się.

(?)

Od Felici

Spojrzałam na chłopaka trochę zła....
-Felicia....-mruknęłam cicho
-To ja ci popsułem humor ?
-Nie....taki jeden gnojek....po co mnie tu zaciągnąłeś ?
-Emm...jakoś tak wyszłos - zaśmiał się
Wzięłam głęboki wdech i uspokoiłam się trochę.Spojrzałam na chłopaka i uniosłam kąciki ust w swoim szleńczym uśmiechu.
-Gratulacje wygranej walki...
-Nic trudnego....-wzruszył ramionami - ale dzięki.
-A tamci goście ? Zemsta ?
-Na to wygląda - burknął - Co tu robisz ?
-Miałam w planie wygrać trochę kasy ale jakoś nie wyszło.

(?)

Od Ksawerego

Zwinnymi ruchami kładłem po kolei każdego przeciwnika, który zamierzał się ze mną walczyć. Po kilku rundach walk niemal całe miejsce pojedynków było obsypane kroplami krwi. Dzisiejszego wieczoru wielu przeciwników chciało ze mną walczyć ale rezultat był taki sam albo się poddawał albo kończył jako trup. W końcu nikt więcej już tego dnia nie chciał się ze mną mierzyć, chodź ten idiota znów wrzeszczał, aby ktoś jednak poszedł i ze mną walczył. Ale to było by teraz bez sensu. Powaliłem  już 10 przeciwników. Jedna trzecia poddało się, a reszta zginęli lub zostali ciężko ranni. Po chwili usłyszano dzwonek przerywający la vita e la morte. Baka cały uśmiechnięty chwalił się jaki to jestem najlepszy.
Zszedłem z "ringu" i jak najszybciej chciałem wyjść z hali. Założyłem bluzę, którą zostawiłem na starej ławce i założyłem kaptur. Jedna część ludzi była nie zadowolona, a reszta krzyczeli, śmiali się i wiwatowali.
Nie mal przed wyjściem kątem oka zauważyłem dość dobrze zbudowanego mężczyznę podchodzącego do dziewczyny jakoś na moje oko nie pasującej do tłumu.
Złapał ją za rękę, w drugiej dłoni zalśniło ostrze. Coś mówił do niej szeptem ale wiedziałem kim jest ów mężczyzna. Handlarz Żywym Towarem, Albert Huckster. Zwinnie i szybko znalazłem się za nim przykładając swój własny nóż do jego gardła. Drugą ręką, jednym ruchem wyrzuciłem jego nóż z dłoni.
- Ma cie tu nie być. Spadaj. - szepnąłem mu do ucha.
Ciarki po nim przeszły.
- Tak jest. - niczym posłuszny kotek odszedł.
Schowałem nóż za pasem i spojrzałem na dziewczynę, która najwidoczniej lekko się trzęsła ze strachu.
- Ej. Nie musisz się tak trząść jak sikorka. - uśmiechnąłem się do niej. - Jak się nazywasz ?

(Sakura?)

Od Sakury

Stałam na scenie. Jedyne co mnie teraz obchodziło, to rytm muzyki. Głośni fani zamienili się w cichy szelest. Ścisnęłam mocniej mikrofon i zamierzałam wykonać ostatnie słowa.
"Przygotuj się na kontratak!
Walczę, choć jestem w osłabieniu...
Miłość jest ślepa!
I twój pocałunek... Otworzy moje oczy"
Muzyka przestała grać. Aplaus. A słyszałam głównie swój oddech.
- Dzięki! Do zobaczenia następnym razem! - krzyknęłam oraz zeszłam ze sceny.
~*~
Udało mi się dojechać do mojej posiadłości. Właściwie skromnego domku. Rodzice jeszcze nie wrócili z delegacji. W sumie nawet dla mnie lepiej.
Weszłam do domu i pierwsze co zrobiłam, to pognałam do pokoju. Oceniłam swój wygląd. Włosy rozczochrane, a oczy lekko podkrążone, bo makijaż się zmył. Czyli nawet spoko. Dzisiaj chciałam iść do Tenebre, by pooglądać trochę. I chyba tak zrobię.
Zmieniłam szybko bluzkę oraz zamiast spódnicy założyłam spodnie. Włosy związałam w kucyk, lecz zostawiłam dwa warkocze, które ułożyłam na swych ramionach. Założyłam czarną bluzę z kapturem. Dobrałam się nawet do soczewek, które zmieniły mój kolor oczu na zielony. Byłam gotowa do wyjścia. Narzuciłam kaptur i wyszłam z domu.
~*~
Na własne oczy widziałam, jak kolejna osoba zostaje pokonana w tych brutalnych bitwach. Ten cały Kuma mnie przerażał. W dodatku nadal mam złe wspomnienia dotyczące mego brata. Riccardo aka Aku został pokonany przez kilkanaście ciosów sztyletem oraz połamane kości. Nigdy nie zapomnę tego widoku.
Tymczasem starałam się szybko wynieść z tej dzielnicy. Obejrzałam walkę, dziękuję, mogę wrócić. Jednak dzisiaj nie był mój dzień...
<Ktoś dokończy?>
_________________________
Piosenka: Polskie tłumaczenie "Love is War"

Od Ksawerego

Przeciskałem się przez tłum gdy nagle ktoś na mnie wpadł. Była to dziewczyna mniej więcej mojego wzrostu o czarnych włosach i zielonych oczach. Widać, że była na coś wściekła. Ludzie powoli zaczęli znikać i odjeżdżać stąd. Usłyszałem nagle za mną głos Baki. Nie chciałem tego idiotę znów zobaczyć i nie wiem co mnie podkusiło ale złapałem dziewczynę i pociągnąłem ją za sobą, aż hala zniknęła nam z oczu. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że ją zabrałem.
- Sorry. - mruknąłem i oparłem się o ścianę.
Po chwili, za nim dziewczyna coś powiedziała usłyszałem grupkę ludzi. Było ich z 4. Mieli przy sobie broń.
- Nie myśl sobie, że rodzina przestępcza Rango jest aż tak słaba. - zawoła jeden z nich.
Westchnąłem. Oni wyciągnęli broń.
- Jeśli Cię teraz zabijemy szef będzie zadowolony i w końcu wygramy la vita e la morte! - krzyknął inny i ruszył na mnie.
Wydobył nóż. Ziewając jednym ruchem odebrałem mu stal i wbiłem jego własną broń w nogę, tak by upadł. Inni ruszyli na mnie od razu po tym. Zmęczony poprzednią walką wybiłem jednemu ząb, drugiemu skręciłem rękę, a trzeciemu przywaliłem gołą pięścią w brzuch, tak że się osunął.
- Spadajcie. Nie mam ochoty poświęcać wam mojego czasu. - oznajmiłem uderzając nogą w jednego z nich.
- Jeszcze tego pożałujesz! Sukinsynie! - wrzasnął najwyższy i cała grupka uciekła.
- Sorry za nich. Dla mnie to codzienność. - oznajmiłem do dziewczyny. - Jak masz na imię ?

(Felicia?)

Od Ziggiego

Szlem se spokojnie spacerkiem po miescie. Na ulicy jak co dzien siedzialo mnustwo narkomanuw i podobnych typuw. Wydaje mi sie to jusz nudne...
Nagle jakis gosc mnie zlapal za koszule i ciangnow do kanalu.
-Sluchaj no maly! Zrobisz mi pszysluge...
Spojrzalem w jego twarz. Brakowalo mu prawego oka i mial poszarpany nos.
-Ty dupku! Uwarzaj lepiej kogo nazywasz malym puki rzycie ci mile! *Odrzucilem jego reke*
-Jamk masz na imie mlody i z kim walczyles ostatnio?
-Imie moje ci nie jest potszebne! A walczylem z Mergustom... Na jasnom cholere! Muw rze od razu czego chcesz a nie fisiuj.
Gosc podrapal sie po czole.
-Nazywam sie Lykke (Likke). Chcialem bys mi zrobil malom pszysluge...
-O czym ty tak bredzisz? To ze nazywsz sie szczescie nie znaczy ze mi je sprowadzisz matole! Co z tego bende miec? *Ten gosc jest dziwny, nie lubie go*
Gosc cieszko zlapal odech. Dusil to co ma mi do powiedzenia. Zalorze sie ze marzy mnie szczelic w pysk! I dobrze, mam ochete mu odac...
-Pokonaj dla mnie Krokena! A dostaniesz 10 durzych diamentuw. *Gosc trudno odychal, ale nie mialem zamiaru wolac o pomoc*
-Gosciu wejs ze sie do kupy! *Czeplem go w plecy*
-Pszestaniesz mnie nazywac "Gosciu"?
-Nie! *I wystszelilem jak rakieta w strone stadiomu*
Byly tam praktycznie same baby. Tluste i owlosione ta lydkach. Zachcialo mi sie kurczaka!
-Ktury to ten pacan o nazwie Kroken?!
Wyszedla gigantyczna lysa gorylica. Mysle ze w pokoju nie starczylo by miejsca...
-Heh! I ja mam walczyc z takom krowom co mleka nie daje?!
-Zmiarzdze ci tom pyskatom morde!
-Nie sondze ze dasz rade! Prendzej twoje wnecznosci bendom sie ciorac po arenie! Chcesz sie zalorzyc? Powarznie, pomysl o tych dupkach ile tu bendzie do spszontania!
-Jusz dosc! *Zaczol biec w mojom strone*
-Nie slyszales?! *Jest zaaa cieszki by biegac szybko, wjedz na poczontek leko go koplem w brzuch*
-Rozpierdziele ci lep za ten dlugi jenzor.
-Kompleksy?
-Chodz no tu! *Znowu biegnie na mnie*
-To bez sensu. *Tylko zrobilem krok w lewo i gosc polecial*Nie kpi se! Zeby jeden krok cie porysowal! Asz sie pale na mysl co bendzie jak zeczywiscie zaatakuje! *Tlum siedzial cicho w pszerazeniu, a mnie wyszedl wredny usmieszek na mordzie. Pobieglem w sprincie na pszeciwnika i zaczolem go rozwalac po troszeczku*
-Dosc! *Kroken kszyczal z bulu*
-Powiedzialem ze twe wnetsze bendzie sie ciorac po arenie! Czysz nie? *I w tedy uderzylem w rzelondek, mysle ze niechcecie znac reszte szczeguluw? Smierdzialo ruwno*
-Pszegrales dupku!
Wjec tak... Kroken padl na ziemie jak kamien w wode. To bylo latwe!
-Zalatwiony! Nie mogles znalesc jakiegos trudniejszego? Gdzie moje diamenty?! *Wycionglem dlon i patszylem mu prosto w oczy*
-Masz! I dziekuje. *Odszedl*
-Nareszcie! Ile czasu stracilem pszy tym dupku! Nawet nie wart.*Patszalem jak zbierajom Krokena*
Tlum zostal na miejscu i dyskutowal. Co ten gosc naprawde chcial?
-Ide za nim!...
 --------------------------------------------------------------------------
Proszę o uszanowanie pisowni Adi. Mieszka w Norwegii od 6 roku życia, więc trudno jest w dzisiejszym wieku pisać litery polskie. Serdecznie dziękuję.