sobota, 1 czerwca 2013

Od Ksawerego

Zwinnymi ruchami kładłem po kolei każdego przeciwnika, który zamierzał się ze mną walczyć. Po kilku rundach walk niemal całe miejsce pojedynków było obsypane kroplami krwi. Dzisiejszego wieczoru wielu przeciwników chciało ze mną walczyć ale rezultat był taki sam albo się poddawał albo kończył jako trup. W końcu nikt więcej już tego dnia nie chciał się ze mną mierzyć, chodź ten idiota znów wrzeszczał, aby ktoś jednak poszedł i ze mną walczył. Ale to było by teraz bez sensu. Powaliłem  już 10 przeciwników. Jedna trzecia poddało się, a reszta zginęli lub zostali ciężko ranni. Po chwili usłyszano dzwonek przerywający la vita e la morte. Baka cały uśmiechnięty chwalił się jaki to jestem najlepszy.
Zszedłem z "ringu" i jak najszybciej chciałem wyjść z hali. Założyłem bluzę, którą zostawiłem na starej ławce i założyłem kaptur. Jedna część ludzi była nie zadowolona, a reszta krzyczeli, śmiali się i wiwatowali.
Nie mal przed wyjściem kątem oka zauważyłem dość dobrze zbudowanego mężczyznę podchodzącego do dziewczyny jakoś na moje oko nie pasującej do tłumu.
Złapał ją za rękę, w drugiej dłoni zalśniło ostrze. Coś mówił do niej szeptem ale wiedziałem kim jest ów mężczyzna. Handlarz Żywym Towarem, Albert Huckster. Zwinnie i szybko znalazłem się za nim przykładając swój własny nóż do jego gardła. Drugą ręką, jednym ruchem wyrzuciłem jego nóż z dłoni.
- Ma cie tu nie być. Spadaj. - szepnąłem mu do ucha.
Ciarki po nim przeszły.
- Tak jest. - niczym posłuszny kotek odszedł.
Schowałem nóż za pasem i spojrzałem na dziewczynę, która najwidoczniej lekko się trzęsła ze strachu.
- Ej. Nie musisz się tak trząść jak sikorka. - uśmiechnąłem się do niej. - Jak się nazywasz ?

(Sakura?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz