niedziela, 2 czerwca 2013

Od Sakury


Trzęsłam się. Tak, to było od strachu. Miałam zostać złapana przez handlarza ludzi. Nie wiem czemu, ale ruszyć się nie mogłam. Ani uciec, ani próbować się bronić. Ostatecznie zostałam uratowana przez Kumę - gościa, który powalił mego niedoszłego oprawcę "z palcem w nosie".
Starałam nie patrzeć mu w oczy. Nie lubiłam od razu nawiązywać kontaktu wzrokowego. Poza tym, tak mogę siebie łatwo zdradzić.
Imię... Jakie mam mu podać imię? Nie mogę przecież wyjawić kim jestem... Od razu moje życie ległoby w gruzach przez psychicznych ludzi, którzy może będą chcieli mnei porwać. Och, te paranoje. Chwilę zastanawiałam się nad tym, lecz w końcu wydukałam...
- Emerald. Mów mi Emerald - powiedziałam dość piskliwie. Modulacja głosu tu się jak najbardziej przydaje.
Doszła tutaj jakaś czarnowłosa kobieta. Była zła z jakiegoś powodu. Chwila, przegrała zakład? Hazardzistka? O Boże, w co ja się dziś wpakowałam? Dlaczego akurat dzisiaj musiało mnie coś takiego spotkać? Chwila, wypadałoby podziękować.
- Dziękuję za pomoc. Gdyby nie ty, pewnie byłabym już przeliczana na pieniądze... - powiedziałam cicho.
Nadal nie rozumiem siebie. Dlaczego tu przychodzę? Przecież nienawidzę tej dzielnicy. Nienawidzę tych walk. Tęsknię za bratem... Może to jest ten powód, dla którego tu przychodzę?
Westchnęłam cicho. Liczyłam trochę na to, że mnie ten gościu i ta kobita nie rozpoznają. Bo wtedy mam, prosto mówiąc, przerypane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz