środa, 29 maja 2013

Od Ksawerego

- Nie denerwuj mnie dziecko! Masz tu być za chwilę albo osobiście skopię Ci dup... - rozłączyłem połączenie.
Leniwie wstałem z ławki chowając komórkę do kieszeni. "Znowu zrzucają całą robotę na mnie." - prychnąłem wlekąc się ulicą Invalidare w kierunku starej hali gdzie zwykle podążał niemalże co dwa dni.
Przeciągnął się. Na parkingu przed budynkiem stało już kilka czarnych samochodów. Nagle poczułem uderzenie z tyłu głowy i upadłem.
- Miałeś być tu w trymiga. A ty se spacerkiem idziesz! Wstawaj do jasnej cholery! Kasa czeka! - mówił wysoki niezbyt sympatyczny typ z bliznami na twarzy, który przedtem do mnie dzwonił.
Rozmasowałem sobie miejsce uderzenia i wstałem ziewając.
- Znów nie wyspany?! Co ja z tobą mam Kuma. No dalej rusz się i pokaż kły! - udałem się za nim do wielkiej hali.
Tłum był większy niż zazwyczaj.
- Z kim walczę? - mruknąłem.
- Zaraki Ragno, zwany Mascal.Twarda sztuka. Jest niczym pająk. Podobno... - tak zanudzał, że nie chciałem go słuchać. - Dobra! Już, już, już! Lecisz niedźwiadku! - nie wiedziałem kiedy zostałem przez niego wepchnięty na środek, tak samo jak mój przeciwnik.
Spojrzałem za siebie. Wokół nich była zrobiona bariera z siatki. Westchnąłem. Odwróciłem się do swego przeciwnika, który miał blizny na całym ciele, poczynając od nóg po samą głowę. W jego rękach lśniły dwa ostrza noży.
- No dalej ruszaj Kuma! Pokaż pazurki! - wrzeszczeli za mną Ci idioci, którzy mnie tu zaciągnęli.
Przeciwnik ruszył na mnie niczym pająk na muchę. Lecz był tak wolny, że jednym kopnięciem powaliłem go wyrzucając z jego dłoni noże. Schwytałem jedną z ostrzy. Stanąłem nad tym Ragno. Uśmiechnąłem się.
- Nie ma to jak walka z samego rana. - westchnąłem unikając dwóch ciosów kastetem.
Jego ruchy były zwinne ale nie takie by odeprzeć moje ataki. Uderzyłem go kolanem w pysk, następnie nożem zraniłem ramię. Ragno łapiąc się za ranę dyszał po ogrodzeniem.
Wymachiwałem nożem w dłoni i uśmiechałem się do niego. Widać w jego oczach było przerażenie. Leniwym ruchem rzuciłem stalą i trafiłem w jego udo. Zawył, a publiczność z tyłu śmiali się, a ci z przodu nie byli zadowoleni.
- To ty... - ciężko dychał. - Leone Kuma...
- Tak. To ja.
Wstał w szybki tempie ruszając na mnie z wydobytym nożem za pasu. Uniknąłem ciosu, a następnie uderzyłem z całej siły w jego brzuch powodując krwotok wewnętrzny. Po raz kolejny zadałem cios w twarz, a następnie wykręcając jego dłoń i chwytając nóż, jednym ruchem przeciąłem mu tchawicą. Krew rozprysła się i Zaraki Ragno osunął się na podłogę. Gwar śmiechów i wiwatów dało się słyszeć.
Objął mnie za głowę ten stary debil.
- Doskonale Kuma! Nasz zwycięzca! - i starł krew przeciwnika z mojego ramienia.
Nie chciało mi się słuchać go.
- Jak zwykle jesteś najsilniejszym naszym pionkiem. - uśmiechnęła się do mnie dziewczyna o jasnych włosach.
- Ja tylko zrobiłem to o co mnie ten kretyn poprosił. - oznajmiłem. -  Ururu.
- I kogo tu nazywasz kretynem?! KRETYNIE! - wrzasnął i znów uderzył mnie w głowę.
- Daj mu spokój. - powiedziała Ururu.
- Idę do domu.
- A co z piwkiem za zwycięstwo? - spytał.
- Nie chce mi się. - ziewnąłem.
Za nim Baka (jak na niego wołałem) znów mógł coś powiedzieć zniknąłem w tłumie. Kątem okiem zobaczyłem jak zabierają martwego Mascala. I wtedy zobaczyłem fragment czarnych włosów jednak tłum był tak gęsty, że osoba ta mi zniknęła.

(Felicia?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz