wtorek, 28 maja 2013

Od Felici

Dzień jak codzień....hazard,hazard i hazard ale ze względu na to że dzisiaj miałam dobrą passę nie zamieżałam na razie przestać.Ostatnia partia pokera z pewnym sstarym prykiem o imieniu Salvadero.Zarzuciłam nogi na stół i uśmiechnęła się dumnie.
-Ile stawiasz ? -mruknął
Zgrabnie położyłam żetony na matę.Wszystkie jakie miałam....
-Wszytko - mruknęłam
On zaśmiał się i również postawił wszystkie swoje pieniądze.
-Pan pierwszy...
-Jeszcze jedno - zaśmiał się - Jeśli wygram oddasz mi swoje ciało.
Kiwnęłam głową a on wyłożył karty.
-Dwie pary - burknął
Westchnęłam ciężko i po kolei wyłożyłam na stół dużego strita.On walnął z pięści w stół i zdenerwowany wstał.Jego gościu wręczył mi walizkę z wygranymi pieniędzmy które szybko władowałam do plecaka.
-Już nas opuszczasz Felicio ? - warknął niezadowolony
Zaśmiałam się tylko uroczo i wyszłam bez słowa.Od razu skierowalam się na walki la vita e la morte.Dzisiaj miały walczyć dwie bardzo interesujące osóbki...Szczególnie jeden chłopak na którego warto by postawić.Skierowałam się w miejsce ustalonych wcześniej walk i przecisnęłam się przez tłum ale zatrzymał mnie jakiś chłopak.
-Michael ! Ja dawno się nie widzieliśmy - zachichotałam
-Stawiasz dzisiaj na kogo ?
-Zobaczysz...
Podeszłam do jakiegoś faceta i założyłam się z nim.Po czym stanęłam na przedzie widowni i spojrzałam w stronę wysokiego,dobrze zbudowanego chłopaka....
-Wygraj - mruknęłam sama do siebie.

 (Ksawery ?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz